Strona główna » Podróże we troje » Dominikana » Wyspa Saona – dzień w raju?
Wyspa Saona – dzień w raju?
4.8 (96.67%) 6

Wyspa Saona – dzień w raju?

Zacytujmy naszego przewodnika wycieczki: „Co jest potrzebne żeby był raj? Palmy i rum!” 🤩. Dodalibyśmy jeszcze dobre towarzystwo 😉. Jeśli rzeczywiście taka jest definicja raju to wyspa Saona ma wszystko, aby na takie miano zasługiwać. Chyba nie bez powodu określa się ją najpiękniejszą wyspą na Karaibach! Chcecie wiedzieć jak jest naprawdę? 🤨

Jak się dostać na Wyspę Saona?

Na wyspę Saona nie kursują promy, nie ma też na niej hoteli, więc nocowanie tam nie jest możliwe (przynajmniej tak nam się wydaje 🤔). Schemat zwiedzania wyspy jest jeden – rejs szybką łodzią motorową, kilka godzin plażowania i imprezowania w rajskiej scenerii oraz powrót na pokładzie katamaranu (ewentualnie w odwrotnej kolejności 😋). Wszystko odbywa się w rytmach merengue oraz bachaty, i w oparach wszechobecnego rumu.

W zasadzie jedyną decyzją jaką należy podjąć to, którą wycieczkę wybrać.
Podobnie jak w przypadku wyprawy na Górę Czarownic i plażę Limon ofert jest wiele. W każdym szanującym się biurze organizującym turystom czas na Dominikanie, czeka przynajmniej kilka opcji – całodniowa, półdniowa, wersja all inclusive, wersja VIP, wersja dla odkrywców i wiele innych.

Jednak najtaniej będzie bez pośredników, czyli gdy rejs kupimy w porcie Bayahibe – bezpośrednio u przewoźników. Oczywiście jest tu duże pole do popisu dla mistrzów targowania i negocjacji 😉. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na sprawdzone biuro Rico Travel i ofertę all inclusive ze zwiedzaniem miasteczka Altos de Chavon na początek.

Altos de Chavon – pierwszy przystanek w drodze na Wyspę Saona

Miasteczko ma rzeczywiście urodę jak z Toskanii, ze stylowymi kamienicami, wąskimi uliczkami, kościołem i nawet… amfiteatrem 😮. Tylko trochę włoskiej atmosfery brak, ale nie będziemy się czepiać 😋. Dodatkowym atutem miasteczka jest umiejscowienie na wzniesieniu, tuż nad malowniczo poskręcaną rzeką Rio Chavon. Nieoczekiwanie zobaczyliśmy kawałek Włoch na Dominikanie i na pewno z tej perspektywy było to ciekawe i godne polecenia przeżycie. 🙂

Zdecydowanym minusem wycieczki było tempo zwiedzania. W miasteczku Altos de Chavon spędziliśmy niecałą godzinę, a zdaje się, że pół dnia też byłoby mało. Dodatkowo w tym czasie nieźle nas zlało 😅. Oczywiście dłuższe zwiedzanie wiązałoby się ze skróceniem pobytu na wyspie Saona. Nie można mieć wszystkiego 😞. Z perspektywy czasu doszliśmy do wniosku, że opcja wycieczki na wyspę Saona połączona z wizytą w Altos de Chavon, to nie jest dobry pomysł 🤔. Zdecydowanie lepszym byłoby rozdzielenie tych atrakcji na osobne dni.

Skąd włoskie miasteczko na Dominikanie?

To jest bardzo dobre pytanie 🤔, też byliśmy zaskoczeni. Można by powiedzieć, że Altos de Chavon to kaprys bogacza. Bo jak inaczej nazwać fakt, że buduje się miasteczko z wapienia koralowego, w śródziemnomorskim stylu, które następnie ofiarowuje się córce na urodziny? 😮

Otóż prawda jest bardziej skomplikowana i nawet trochę wzruszająca 😉. Charles Buldhorn, lokalny potentat w branży cukrowej, postanowił zrobić wszystko aby jego ukochana córka pozostała na Dominikanie ❤. Dziewczyna studiowała sztukę we Włoszech i tam planowała rozpocząć karierę, a następnie osiedlić się na dłużej. Miasteczko miało ją przekonać do zmiany decyzji. Jak myślicie czy szalony plan biznesmena (czy też plan szalonego biznesmena😋) się powiódł? Jako podpowiedź nadmienimy tylko, że corocznie w miasteczku odbywają się warsztaty dla młodych artystów. Organizuje je pewna kobieta o imieniu Dominika, będąca jednocześnie prezesem fundacji Centrum Kultury Altos de Chavon. 😉

Miasteczko nie jest zamieszkane. Żyje wydarzeniami z dziedziny kultury, koncertami oraz rzeszą odwiedzających je turystów (w większości wpadających tylko na chwilę w drodze na wyspę Saona 😉). Znajduje się na prywatnym, pilnie strzeżonym terenie Casa de Campo. Swoje rezydencje mają tu takie sławy jak Shakira czy Madonna. Aby wjechać na teren należy mieć specjalną przepustkę i trzymać się ściśle wyznaczonej trasy. Dla niepokornych nie ma litości – zostają wyproszeni.

Z polskiego punktu widzenia ciekawostką jest to, że patronem kościółka będącego centralnym punktem miasteczka jest św. Stanisław Kostka. Kościółek w Altos de Chavon został poświęcony przez Jana Pawła II podczas jego pierwszej zagranicznej pielgrzymki w 1979 roku.

Miasteczko jest również znane w branży filmowej. Śródziemnomorski styl, a także urokliwe położenie nad rzeką Rio Chavon sprawiły, że kręcono tu fragmenty takich klasyków jak „Ojciec Chrzestny”, „Rambo” czy „Czas Apokalipsy”. 😮

Wszelkie pretensje o lekkie mijanie się z prawdą prosimy kierować do przewodnika naszej wycieczki 😋. Jeśli znacie nieco odmienną wersję historii o powstaniu miasteczka lub macie w zanadrzu kilka innych ciekawostek dotyczących Altos de Chavon, zapraszamy do dzielenia się nimi w komentarzach! 🙂

Kąpiel w Piscina Natural zwanej „wanną Karaibów”

Po gonitwie 😉 wśród budynków z koralowca udaliśmy się do portu w Bayahibe, gdzie czekały na nas dwie łodzie motorowe i mały katamaran. Większy, bardziej stabilny i częściowo zadaszony dwukadłubowiec został podstawiony po to aby m. in. rodziny z małymi dziećmi miały większy komfort podróży 👍. Bez chwili zastanowienia wybraliśmy właśnie tę opcję.

Auri zmęczona krótkim, ale intensywnym, zwiedzaniem miasteczka Altos de Chavon, usnęła niemal zaraz po tym jak łodzie opuściły przystań. Pomogły oczywiście bujanie oraz monotonny warkot silnika. W regeneracyjnej drzemce nie przeszkadzała natomiast głośna muzyka wydobywająca się z głośników, usytuowanych tuż nad naszymi głowami. Płynęliśmy wzdłuż wyspy Saona i mogliśmy podziwiać dzikie plaże obrośnięte palmami. Już cieszyliśmy się na chwilę kiedy będziemy mogli skorzystać z uroków jednej z nich. 😍

Wcześniej jednak czekała nas inna atrakcja. Nie minęło pół godziny i wpłynęliśmy na płyciznę, na której cumowało już kilka innych łodzi. Była to sławna „wanna Karaibów” – Piscina Natural, czyli miejsce obowiązkowe podczas każdej wycieczki na wyspę Saona. Przy każdej łodzi impreza trwała w najlepsze. 🤩

Auri wyczuła, że to dobry moment na pobudkę i już po chwili cała nasza trójka znalazła się w cieplutkiej wodzie. Ta miała niesamowity turkusowy kolor, spotęgowany odbijającymi się promieniami słońca. Imprezowa otoczka w postaci głośnej muzyki i pływających barków z rumem (większa skrzynia z lodem a w środku butelki 😂) nie przeszkadzały nam zupełnie. Bawiliśmy się świetnie taplając się w wodzie i pozując do zdjęć. Ze smutkiem przyjęliśmy nawoływania naszego kapitana nakazujące powrót na katamaran.

Gdzie te rozgwiazdy?

Małą rysą na szkle tej części wycieczki były rozgwiazdy, a w zasadzie ich brak 😒. Foldery i strony internetowe biur pełne są zdjęć, na których uczestnicy pozują trzymając w rękach piękne okazy. Nie brakuje też opisów, w których te morskie zwierzęta stanowią zachętę do wybrania właśnie tej wycieczki. Nasz przewodnik na samym wstępie wyjaśnił, że od jakiegoś czasu na Dominikanie obowiązuje zakaz dotykania i wyciągania rozgwiazd z wody. Nawet to rozumiemy i z troski o same zwierzęta w pełni popieramy 👍. Tylko dlaczego rozgwiazdy dalej służą do promocji biur i ich oferty? To pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi… 😕

Wyspa Saona – raj w trochę innej postaci

Im bliżej byliśmy celu, tym plaże przestawały być takie dzikie i dziewicze. Łodzi wszelkiego rodzaju było coraz więcej, tak samo jak ludzi przechadzających się wzdłuż wybrzeża. Naszym celem była plaża Abanico, reklamowana jako najładniejsza na wyspie. Nie mogliśmy doczekać się chwili, w której postawimy stopy na złocistym piasku. 🙂

Gdy dopłynęliśmy do celu, powoli zaczęliśmy sobie uświadamiać, gdzie tak naprawdę się znaleźliśmy 🙄. Miejsce to znacznie odbiegało od naszych oczekiwań. Owszem natura zrobiła swoje – plaża, woda, piasek, palmy, wszystko to tworzy niesamowitą scenerię. Tylko czemu z tak wspaniałego miejsca zrobiono… taką imprezownię? 😤

Rum, rum, głośna muzyka i jeszcze raz rum. Ta część wyspy to raj, ale dla młodych ludzi spragnionych zabawy. Czyli już trochę nie dla nas 😋. Liczyliśmy bardziej na atmosferę i klimat z odwiedzonej kilka dni wcześniej plaży Limon. Otrzymaliśmy jedna wielką imprezę, choć należy przyznać, że w pięknym i wyjątkowym miejscu. 😉

Postanowiliśmy odejść nieco dalej, aby skorzystać z uroków wyspy Saona o jakie nam w rzeczywistości chodziło. Zapowiadało się na dłuższy spacer, ale niestety mocno ograniczał nas czas. Na wyspie mieliśmy spędzić mniej niż trzy godziny. Jak na złość, obiad zaplanowano w samym środku pobytu, więc zanim udało nam się odejść dostatecznie daleko, musieliśmy powoli wracać… 😩

Jeszcze więcej rumu, czyli zabawa na katamaranie w drodze powrotnej

Impreza na wyspie trwała w najlepsze i porwała niemal wszystkich wycieczkowiczów. Otwarty bar, możliwość nauki bachaty i merenque, mecz siatkówki plażowej czy wodne szaleństwa – każdy mógł znaleźć coś dla siebie 😉. Przy każdej bardziej malowniczo pochylonej palmie sesja – coś nam mówiło, że nasze zdjęcia nie będą wyjątkowe. 😋

Słońce było jeszcze wysoko, a nasza przygoda z wyspą Saona powoli dobiegała końca. Według nas przedwcześnie – chętnie zostalibyśmy tam do zachodu słońca. Zaproszono nas na katamaran, gdzie panie animatorki, dziewczyny od nauki tańca, czekały już z kolejna dawką lokalnej muzyki i oczywiście… rumu. 😵

Muzyka i atmosfera zabawy nas porwały, to trzeba przyznać. Mimo wszystko chętnie zamienilibyśmy te półtora godziny rejsu na dodatkowy czas spędzony na wyspie Saona. Zdaje się jednak, że większość uczestników nie podzielała naszego zdania i w pełni korzystała z uroków rejsu 🍹🕺. Kurcze, może my się po prostu starzejemy? 😋

Na koniec rejsu z głośników zabrzmiało znajome „To już jest koniec, nie ma już nic”, a dziewczyny od animacji ochoczo zabrały się do zbierania napiwków (ale jak to, przecież wycieczka kosztowała miliony monet 🙈🤑). Musimy przyznać, że rum skutecznie otwiera portfele – wszytko ma swój cel 😋. Oczywiście nie obyło się bez kilku spektakularnych, niezaplanowanych skoków do wody podczas schodzenia kolejnych osób z łodzi. Ale na to spuścimy kurtynę milczenia.

Gdzie ta ekologia?

Jest też smutny aspekt rejsu powrotnego z wyspy Saona 😢. Nie byliśmy w stanie zliczyć upuszczonych, zapomnianych, a następnie porwanych przez wiatr plastikowych kubeczków, które pofrunęły do oceanu. Takich rejsów jak ten odbywa się pewnie dziesiątki, jak nie setki dziennie… Rum robi swoje, ludzie są daleko od domu, na urlopie, ważne jest tu i teraz, czyli dobra zabawa.

Bardziej dziwi podejście samych Dominikańczyków. Czy naprawdę nie da się tego zorganizować w lepszy, bardziej cywilizowany sposób? Niszczą raj w którym sami żyją i dzięki któremu żyją. Może jednak wymagamy zbyt wiele? A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Wyspa Saona z dzieckiem – informacje praktyczne i porady

  • Wybór wycieczek na wyspę Saona jest ogromny. Ciężko coś doradzić, bo zawsze znajdzie się lepsza opcja. 😋
  • Ze względu na komfort i bezpieczeństwo dzieci warto wybrać wycieczkę z możliwością transportu katamaranem w obie strony.
  • Na miejscu mieliśmy do dyspozycji wiatę ze stołami oraz ławami, gdzie otrzymaliśmy posiłek w formie bufetu. Woda była zapewniona podczas całego okresu pobytu na wyspie.
  • Wiata mogła posłużyć za ewentualne schronienie przed słońcem, a ława za prowizoryczny przewijak (alternatywą plażowy leżak).
  • W pobliżu znajdowała się bardzo minimalistyczna toaleta – tylko dla odważnych. 😉
  • Słońce miłosiernie grzało podczas całego pobytu na wyspie – nakrycie głowy i częste smarowanie kremem z filtrem UV to podstawa.
  • Zabieranie wózka na wyspę mija się z celem. Będzie uciążliwy zarówno na plaży, jak i katamaranie.

Wyspa Saona naszymi oczami – podsumowanie

Wyspę Saona oceniamy dwojako i jesteśmy trochę rozdarci. Jest to na pewno cud natury 🏝, miejsce bajkowe 😍 i choćby z tego powodu warto ją odwiedzić. Niestety na próżno szukać tam zacisza na plażowanie z dzieckiem (przynajmniej na wyspie w takiej formie, jaką my otrzymaliśmy). Z drugiej strony Saona to kwintesencja Dominikany – jest słońce, złocisty piasek, taniec, zabawa i oczywiście „odrobina” 😂 rumu na zachętę. Jakie oczekiwania turystów, taka oferta i z tym nie warto dyskutować. 😉

Finalnie doszliśmy do wniosku, że po prostu wybraliśmy złą wycieczkę 🤔. Mogliśmy zrobić lepsze rozeznanie, ale też nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać przeglądając kolejne oferty. Z wiedzą, którą posiadamy teraz zdecydowalibyśmy się na opcję z możliwie najdłuższym pobytem na wyspie tak żeby spędzić jak najwięcej czasu z dala od tłumów i głośnej muzyki. 😵

Jakie są wasze doświadczenia z wyspą Saona? Czy też uważacie, że jest to trochę raj utracony? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach. 🙂

Wyspa Saona – dzień w raju?
4.8 (96.67%) 6